Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 26 lutego 2019

Totumfacja

Jak by to mogło być w scenariuszu o Szuflandii? Spryciarz stający do dyspozycji Kilkujadka by nie musiał przeżywać jego rozterek z czasu, kiedy nadszyszkownik sięgał po władzę. Wiadomo bowiem, że batalię zawsze wygrywa ten, kto na siebie nakłada mniej ograniczeń. Oznacza to liczne wykroczenia przeciwko później głoszonym zasadom, co napędza propagandę przeciwników, mimo że cała akcja była uzasadniana powstawaniem z kolan. Naszego bohatera aż takie poświęcenie by nie dotyczyło, ale też zapewniłoby mu poślednie tylko miejsce obok Kilkujadka.
Później taki współpracownik, aby się przebić, musiałby zademonstrować swoją przydatność w roli zausznika. Tę najlepiej dokumentuje oddanie jakiemuś poprzedniemu nadszyszkownikowi, nawet jak tamten jest przez późniejszego wyklinany. Wszak wykwalifikowany kumoter jest zawsze lepszy od najgorliwszego amatora.
Doświadczenie bardzo się też przydaje w drugim etapie, kiedy trzeba wytrzymać intrygi innych totumfackich. Aby to osiągnąć, należałoby Kilkujadkowi ukazywać działania konkurentów w takim świetle, że ów by je musiał rozumieć jako wymierzone przeciwko sobie. Wtedy bowiem nadszyszkownik, dręczony obawami o własną pozycję sam by ograniczał liczebność współzawodników naszego bohatera.
Nadchodzi wreszcie czas, kiedy Kilkujadek by się orientował, że zausznicy nazbyt długo trwający w oczekiwaniu na spełnienie swoich aspiracji zaczynają się biesić. Ma wtedy dwa wyjścia albo odesłać ich do diabła, albo zapewnić im synekurę. Pierwsze jest ryzykowne, odtrąceni bowiem totumfaccy wygadują publicznie różne rzeczy. Wszak nie zawsze można nimi nakarmić ptaszysko. Drugie jest pozbawione wszelkich wad, szczególnie jak się wiąże z opuszczeniem Szuflandii.
Do Kingsajzu można odesłać znacząca liczbę wyrazicieli. Przy tym gadanie, że oni sami zadecydują, czy przyjmą paszport, świadczy o kokieterii. Wiedzą bowiem, że w momencie obdarowania nim automatycznie tracą dotychczasowe stanowisko. Ci więc, którzy zapowiadają, że potem podejmą decyzję, próbują potwierdzić swoje kwalifikacje do roli zausznika. Potrafią przecież powiedzieć wszystko.
Czy w takiej sytuacji “mocni kandydaci” pociągną za sobą innych? Wielce wątpliwe. Taki rozwój wypadków należy ze scenariusza wykreślić. Jeżeli tak, to pominięcie wśród kandydatów do Kingsajzu protegowanych jakiegoś szczególnie dotąd znaczącego dygnitarza nie świadczyłoby o zamierzonym z nim rozbracie. W życiu.
Nie zdumiewało by też w takim tekście tempo przemian, porównywalne chyba tylko z tym, jakie towarzyszyło przyjmowaniu nocnych ustaw w pewnym rzeczywistym państwie. Ale też szybkość akcji jest największą zaletą każdego scenariusza. A że rodzi ona konieczność licznych poprawek, dokonywanych nawet w... Izraelu, tym lepiej. Zwłaszcza, że to już zwykła konsekwencja powstawania z kolan. Przecież wiadomo, że się wtedy odzyskuje ruchliwość.
Rzecz zaś by opisywała dramat działaczki, w wyniku groźby zesłania pozbawianej radości spożywania ulubionych much na dziko. I pewnie by był Oskar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.