Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 19 kwietnia 2017

Wizjonerstwo

PiS utrwala zdobycze, najwyraźniej spodziewając się przegranej w kolejnych wyborach. Inaczej się nie da wyjaśnić gorączkowości jego poczynań. Także absurdów wypowiadanych publicznie przez jego wyrazicieli obok zwyczajnych kłamstw. Nie chodzi więc o rozszerzenie elektoratu, ale o umocnienie w wierze wyznawców ideologii dyktatury większości, czytaj proletariatu. Nade wszystko zaś o takie ukształtowanie państwa, które je uzależni od preześnych nominatów także po przegranych wyborach. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że następcy się nie odważą na podobnie rozległe czystki, jakich się dopuścił PiS.
Elektorat zaś PiS-owski jest nie tylko trwały, ale i mało powabny dla innych ugrupowań. Nie może być inaczej, skoro się składa z “pobożnych starszych pań, małorolnych z Podkarpacia i Chicago, kiboli, drobnomieszczan z byle jaką edukacją; ludzi przegranych na różne sposoby, choćby tylko w wyobrażeniach własnych” [prof. Mikołejko]. Kapitalizm bowiem, którym nas jednak skutecznie zarażono nie sprzyja obyczajowi naśladowania rzeczonych cech lub admiracji charakteryzujących je grup społecznych. Zwolennicy PiS-u tworzą więc zamknięte środowisko, obracające się wokół własnych wyobrażeń. Przyczyn tego profesor Mikołejko upatruje w tym, że z “racji wieku, braku edukacji, atawistycznego trwania przy kulturze „ziemi i krwi” oni są trochę jak talibowie”.
Konsekwencja jest taka, że z PiS-owskich poczynań pokpiwają nawet ich niedawni inteligenccy poplecznicy. Paweł Lisicki komentując ostatnią woltę szefa smoleńskiej podkomisji, który się chwali, że “wykończył Caracale”. Pisze więc, że PiS nie może się “pozbyć człowieka, którego ustalenia zaakceptował publicznie sam Jarosław Kaczyński, ogłaszając na Krakowskim Przedmieściu, że wybuch w Tu-154 ma potwierdzenie w eksperymentach naukowych. Kto wie zresztą, i tu jest spiskowa część mojej hipotezy, czy właśnie te słowa prezesa PiS nie ośmieliły doktora Berczyńskiego? Prowadziłoby to oczywiście do podejrzenia, że za jego wypowiedzią kryła się nie głupota i chęć zaistnienia, cechy ludzkie, arcyludzkie, ale jakaś tajemnicza wroga siła”.
Bo cechą charakterystyczną ludzi ze środowisk wymienionych przez profesora Mikołejkę jest wiara w spiski inteligentów przeciwko prostym ludziom. Tylko bowiem zmowa bezpiecznie tłumaczy fakt, że wykształciuchy mogą w wygodnych biurach, czy zadaszonych halach zarabiać więcej od niewykwalifikowanego narodu, trudzącego się głównie pod gołym niebem wykonywaniem najprostszych, słabo opłacanych prac.
Plemienna zatem wierność funkcjonariuszy, zainstalowanych w “odzyskanych” instytucjach i głębokie przekonanie żelaznego elektoratu, że “obcy” są powodem jego niepowodzeń zapewnia skuteczne trwanie partii w czasie, kiedy zarówno Budapeszt jak i Ankara wyjadą z Warszawy do siebie.

2 komentarze:

  1. Obawiam się... chociaż nie, jestem pewna, że PIS zrobi takie "szopki",żeby zapewniły im na 100% wygraną na drugą kadencję.Nawet na trzecią. Pomijając smoleńską hecę, będą ujawniane różne wymyślne przekręty, afery itd. W zamiarze oczywiście pogrążające poprzedni rząd. Udowadnianie prawda- kłamstwo, potrwa bardzo długo. Dlatego tak zależy PiS, żeby również sądy były pod "bezpieczną ochroną" p. Zbysia.(powiedzmy)W takim układzie, wszystko będzie możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem bardziej jednak prawdopodobne jest umacnianie żelaznego elektoratu. Środki, którymi się posługuje PiS są zdecydowanie sprzeczne z zamiarem zdobycia poparcia ludzi mniej zaślepionych, a tylko to daje szanse na kolejna kadencję.
    Ludzie zaś, których PiS teraz wprowadzi do publicznych instytucji mogą mu zapewnić wpływy nawet po utracie władzy. Podobnie jak obecnie napotyka na opór sędziów, urzedników, wojskowych, mimo ze ma pełnię władzy.

    OdpowiedzUsuń

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.