Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

piątek, 29 września 2017

Igrce

Nuda wydaje się silnym czynnikiem, warunkującym zachowania w polityce. Powoduje ją rozciągnięcie w czasie zdarzeń, czynności, nawet chaosu, który jak zauważa Kołakowski może być też prezentowany nader interesująco. Potrzebujemy nowin, czyli tego co nieoczekiwane, przypadkowe, mało prawdopodobne. Nuda – jak to zauważa rzeczony filozof –  jest tym, czym płacimy za naszą ciekawość.
I właśnie owa ciekawość jest chyba czynnikiem, umożliwiającym dochodzenie czasem do władzy różnego rodzaju oryginałom, demagogom, czy zgoła błaznom. Obywatele chcą się przekonać, czy pod rządami kogoś zapowiadającego gruszki na wierzbie nie wyrosną przynajmniej rzodkiewki. Kiedy ich nie ma, następuje odwrót. Zainteresowanie bowiem budzi teraz konkurent demagoga, który może czymś nowym zaskoczyć elektorat.
Jest w rozważaniach Kołakowskiego konstatacja dramatyczna dla ideologów. Utopii nie tylko się wdrożyć nie da, bo nie istnieje, ale dlatego, że wieje nudą każda jej namiastka. I tu trudno zaprzeczyć. Wszak komunistyczny raj odstręczał od siebie piwniczną szarością, fizyczną i intelektualną.  
Kiedy więc nie bardzo sobie radzący ze swoją ideologią demagog osiągnie w końcu jakąś pozycję, musi zacząć sprawiać kłopoty, aby się z nim liczono. To postępowanie podobne do zwyczajów trolli, którym wikingowie nie mogli odmówić traktamentu, bo sikały pod głównym masztem, kiedy były w namiocie, wypędzone zaś na zewnątrz, wykopywały kołki.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że tak właśnie mamy obecnie. Kiedy populiści byli w opozycji, bruździli rządowi w trakcie wychodzenia sowieckiej armii z Polski, dyskusji o przystąpieniu do Unii, imputowali postsolidarnościowej władzy inwigilację prawicy, posiadanie jakiejś tajemniczej szafy, ostatnio zaś popisywali się przypisując konkurentom afery finansowe i wyolbrzymiając ich wygłupy przy wódce. Osiągnąwszy zaś władzę robią trudności Unii Europejskiej. Polskiemu rządowi nie mogą, bo sami go stworzyli.
W związku z tym jednoznacznie wypada niedawna prezydencka fronda. Formacja pada ofiarą własnej strategii i walczy z trudnościami, sprawianymi jej przez polityka wyrosłego z własnego pnia. To musi irytować Prezesa, bo ustępstwo otwiera innym drogę do prób, a trwanie w uporze wzmacnia kukizowców, wyrastających w oczach mało wymagającego elektoratu na jedyną konstruktywna siłę opozycyjną.
Nieszczęściem zaś społeczeństwa jest, że władza się przed zgubną nudą chroni fajerwerkami absurdu. I aby działały, muszą być coraz silniejsze, bo powszednieją. Nic dziwnego, że przysłowie ciekawość traktuje jako pierwszy stopień do piekła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.