Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 27 września 2017

Naprawa

Zdumiewają przyczyny konfliktu między prezydentem a prezesem PiS-u, podane przez portal wPolityce.  – „Panie prezesie, ja się pana nie boję” – już przed II turą wyborów powiedziała pani Agata Duda-Kornhauser. – „To ja się nad tym zastanowię” – miał powiedzieć prezydent, kiedy na stanowisko prezesa NBP kandydował Adam Glapiński. Nie doszedł do skutku wspólny z Prezesem wyjazd Andrzeja Dudy do grobu Lecha Kaczyńskiego. Także z winy prezydenta nie podjęto budowy smoleńskiego pomnika przed Pałacem Namiestnikowskim, poprzestano na tablicy, znacznie mniejszej od postulowanej. Andrzej Duda ograniczył też spotkania z Jarosławem Kaczyńskim, odmawiając odwiedzin jego siedziby na Nowogrodzkiej. Czyli to prezydent ponosi winę za wojnę na górze.
Jeżeli to prawda, to zastanawia miałkość zarzutów stawianych przez partię swojemu kandydatowi i dawnemu politykowi własnej formacji, który w wyniku jej poparcia zasiadł na urzędzie prezydenta. Więcej, nasuwa myśl o rodzaju presji, pod jaką się znajdują inni politycy PiS-u. Ma nie merytoryczny, a emocjonalny charakter. W pełni by się wtedy stały zrozumiałe absurdalne często wypowiedzi wyrazicieli partii, sugerujące poddawanie się ich jakiemuś rytuałowi, mającemu dowodzić lojalności mówców.
W zestawieniu z oficjalnymi enuncjacjami dziwią też wymienione przez rzeczony portal zastrzeżenia PiS-u do projektu prezydenckich ustaw. W ogóle więc jego weta uznano za błąd polityczny. Nie chodzi bowiem o umieszczenie w sądownictwie swoich ludzi, bo ich nie mają. Powinni tam być ludzie wedle nich przyzwoici. Prezydent też sobie, a nie ministrowi dał prawo do mianowania sędziów KRS-u, w Konstytucji zaś pisze, że ma prawo do mianowania tylko jednego. Rozwiązania dotyczące Sądu Najwyższego również są nie do przyjęcia. W ogóle prezydenckie projekty, to “blamaż legislacyjny” (sic!).
W PiS-ie zdają sobie wedle rzeczonego portalu sprawę, że dobra zmiana ciągnie za sobą izolację państwa, ale to trzeba wytrzymać. Tym bardziej, że dobra koniunktura gospodarcza zapewnia poparcie, które owocuje podwyższoną odpornością władzy na protesty społeczne. Liczba ich uczestników jest wymieniana wedle ocen swoich, przyzwoitych więc rachmistrzów podających wielkości wielokrotnie niższe od wyliczeń tych nieprzyzwoitych.
Z opisu przedstawionego przez przyjazny PiS-owi publikator jawi się przygnębiający obraz. Słabość merytoryczna przeplata się z infantylizmem. Trudno się dziwić ustawicznym klęskom, trapiącym całą formację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.