Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 23 września 2017

Trwanie

Jerzy Wittlin doradzał pragnącym uniknąć odmowy, aby w ogóle nie składali próśb. Jeżeli zaś już, to tylko o część dobra, które by mogli uzyskać. Od razu też powinno się rezygnować z odpowiedzi, gdyby miała być odmowna.
W komunie był to sarkastyczny żart. W kapitalizmie jednak każda rzecz nabiera pieniężnego wymiaru. Oto upadające SKOK-i spowodowały już konieczność wypłat ich klientom ponad czterech miliardów złotych z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W dodatku Kasy nie chcą się wyzbyć prawa do gwarancji zwrotu wkładów, mimo wcześniejszego oporu przed poddaniem się nadzorowi KNF-u.
Najwyraźniej klienci upadłych Kas się nie stosowali do rad pana Wittlina i występowali o kredyty, których Kasy nie były w stanie udzielać. Wysokość bowiem pożyczki zależy od wypłacalności klienta. Kiedy ona jest niska, kredyt nie może być wysoki. Kiedy mimo to został przyznany i nie jest zwracany, skutkuje bankructwem, czyli procedurą nieznaną w socjalizmie. Stąd na przykład Polska Grupa Zbrojeniowa [wczorajsza Gazeta Wyborcza] ma niezaprzeczalną przewagę nad SKOK-ami, nie tylko dlatego, że nie kredytuje.
Jest gorzej. Minister Środowiska miał wczoraj odpowiedzieć na pismo ETS, gdzie powinien by wyjaśnić powody, dla których się nie zastosowano do polecenia czasowego wstrzymania wycinki drzew Puszczy Białowieskiej. Wystąpił jednak do Trybunału z wnioskiem o przedłużenie terminu przekazania stanowiska ministerstwa. Wycinkę wbrew nakazowi jej wstrzymania może usprawiedliwić tylko zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Trzeba zatem dowieść, że korniki mogły powodować upadki drzew, co by groziło obrażeniami turystów i mieszkańców pobliskich wsi, odwiedzających Puszczę.
Czyli chodzi o przekonanie Europejskich sędziów do niebezpieczeństwa, w które trudno im chyba będzie uwierzyć. Dotychczas raczej nie było tam takich zdarzeń. Znowu więc mamy sprzeczność z radami zawartymi w “Vademecum petenta”. Występuje się o więcej wiary niż pewnie będzie można w tych warunkach otrzymać. I znowu, jak to w kapitalizmie, za odmową mogą pójść opłaty karne.
Jest też sprawa adwokata, który wziął od swego klienta w depozyt milion złotych, dla zabezpieczenia go na wypadek konieczności wpłacenia kaucji. Prokuratura więc ma pretensje do obrońcy, bo ten na swoim koncie przechowuje pieniądze pochodzące może z przestępstwa i w dodatku mógłby ich używać na własne potrzeby. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że adwokat jest też doradcą prezydenta. Ryszard Petru uważa, że cała ta intryga została wymyślona dla przykrycia afery billboardowej.
Rzeczywistość przeczy prawdzie, w którą wierzyli zarządcy upadłych kas. Ich błąd może być ostrzeżeniem ETS-u przed przyjmowaniem za dobrą monetę wyjątkowości naszych korników, podgryzających drzewa tak, że grożą zawaleniem, co jednak wedle ekologów nie wyklucza dalszej przeróbki uzyskanego z nich drewna. My zaś mamy uwierzyć, że adwokat nie ma prawa przechować środków na kaucję dla swego klienta, bo ów może popełnił przestępstwo.

Mamy więc problem z wyceną wiary. W sytuacji kiedy wyraźnie widać, że pieniądz jednak rządzi światem. “Vademecum petenta” dowodzi, że podejrzewano to już w czasie komuny. Czyżby więc rzeczywiście niewiele się od jej czasu zmieniło? I to widać właśnie teraz?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza