Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 17 września 2017

Powtórka

Wydawanie pieniędzy zamiast ich oszczędzania było wedle Keynesa sposobem na gospodarkę. Konsumpcja miała napędzać wzrost, tworząc zaś zagrożenie inflacją odebrać sens gromadzeniu kapitału, dla utrzymywania się z jego odsetek, wypłacanych przez bank. Krążący stale pieniądz miał stanowić motor produkcji. Tyle tylko, że niedostatek oszczędności uniemożliwiał inwestycje, to zaś rychło powodowało ograniczenie wzrostu.
Więcej, niedostatek rodzimej produkcji przy nadwyżce pieniądza wzmagał import, naruszając równowagę finansową państwa, które nie mogło inwestować w rozwój swych mocy produkcyjnych. Za niedostatkiem własnej produkcji podąża brak pieniędzy, które trzeba pożyczać. Ma to sens wtedy, kiedy koszta obsługi długu są mniejsze od korzyści, jakie on przynosi, ale w warunkach ograniczonego wzrostu taki stan nie trwa długo.
Państwa realsocjalizmu próbowały złym skutkom keynesizmu zaradzić oddając gospodarkę planistom, co wymusiło powstanie mechanizmu pobrania – nieformalnego przekazywania przez podmioty gospodarcze niezaplanowanych dla nich a koniecznych dóbr  – vulgo złodziejstwa.
Obecnie doświadczamy powrotu keynesizmu, aliści tylko w Polsce. Raduje naszych włodarzy wzrost gospodarczy, osiągnięty dzięki programowi 500+. Tyle tylko, że zawdzięczamy go światowej koniunkturze, zwłaszcza niemieckiej hossie, z której też my korzystamy.
Niestety, zarówno w latach 2006 - 2007 jak teraz ciągniemy się w ogonie dawnych demoludów. W IV Erpe tylko Węgry rozwijały się wolniej od Polski, teraz chyba nawet one nas wyprzedzają. Inwestycje stoją, a to oznacza spowolnienie wzrostu w niedługim czasie. Obciążenie gospodarki długami, przeznaczonymi na konsumpcję dopełni nieszczęścia.
Wtedy jednak PiS będzie już w opozycji i znowu będzie mógł wykrzykiwać o tym, jak to dobrze gospodarował zjadając oszczędności i pożyczki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza