Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Ulga

Nasza polityka zagraniczna jest krytykowana za bierność wymuszoną przez zawinioną izolację. Okazuje się jednak, że parlamentarzyści nie próżnują w tym względzie. Z wyjątkiem oczywiście tych, co mają zakaz podróżowania, bo nie słuchali z należytą estymą marszałkowskich pouczeń.
Kuwejt, Malta, Andora, Bangladesz, Wietnam, Japonia, Meksyk, Indie, Jordania, Katar, Australia, to kraje odwiedzane przez naszych wybrańców. Możemy zatem łatwo zaobserwować najważniejsze kierunki w polityce zagranicznej dobrej zmiany.
Nasi parlamentarzyści byli widziani także na festiwalu muzycznym w Toronto, nabożeństwie Matki Boskiej Szkaplerzowej na Ukrainie, na Kongresie Astronautycznym w Australii, otwarciu ulicy im. Jadwigi Kaczyńskiej w Chicago, turnieju pianistycznym w Chinach, turniejach piłki nożnej w Turcji i Azerbejdżanie lub golfowym na Litwie.
Wszystkie te wyjazdy na pewno zaowocują ożywionymi stosunkami dyplomatycznymi. Szczególnie cenne wydają się te, które wspomagają ideę budowy Międzymorza, tyle tylko, że sprawiają wrażenie jak by chodziło o twór sięgający dalej. Jakaś Międzyoceania się chyba kroi.
Posłowanie, szczególnie z ramienia jedynie słusznej partii, to trudny jednak obowiązek. Trzeba śledzić przekazy dnia, kontrolować swoje znajomości, uważnie obserwować poruszenia posła sygnalizującego właściwy sposób głosowania. Nikt nie może być pewien dnia, ani godziny, w której popadnie w niełaskę, niebacznie wypowiadając słowa, dobierając towarzystwo lub nieuważnie czytając obowiązujące biuletyny.
Dlatego też chyba egzotyczne podróże mają takie wzięcie. Daleko od kraju jest się również oddalonym od argusowego oka wielkiego brata, który w ojczyźnie widzi każdy krok, słyszy słowo, nawet ocenia jakieś najbardziej prywatne radości. A za granicą się realizuje posłannictwo, bezpieczeństwo przynosi dyplomatyczny paszport i nareszcie można skonsumować dostojeństwo, wynikające z posłowania do parlamentu. I jak tu być ksenofobem?
Poseł jest przecież wyrazicielem suwerena, a ten o niczym innym nie marzy, jak o wielkim świecie. Wystarczy się zapoznać z zestawem imion nadawanych ostatnio dzieciom, aby się o tym przekonać. Póki więc jeszcze nie zbudowano u nas obiecanego dobrobytu, pośrednio odbywamy podróże, osobami naszych reprezentantów. Kiedyś zaś na pewno przystąpimy do osobistego otwierania ulic, udziału w zagranicznych nabożeństwach czy festiwalach.
Bo równość zobowiązuje. A ścieżki trzeba przecierać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza