Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 21 listopada 2017

Farciarze

Minister Macierewicz odmówił prezydentowi informacji o zaawansowaniu postępowania w sprawie dostępu generała Kraszewskiego do informacji niejawnych. W ten sposób ich konflikt wszedł w fazę zero-jedynkową. Nie może w nim być kompromisu, ktoś zostanie upokorzony.
Rozsądek by podpowiadał, że przegranym będzie minister. Wszak prezydenta nie można zdymisjonować. Aliści tu się zaczynają wątpliwości. Antoni Macierewicz nieformalnie przewodzi narodowej frakcji w PiS-ie, którego jest wiceprezesem. Marsz Niepodległości wykazał, że urosła ona w siłę, przed którą ugina się nawet Jarosław Kaczyński, mimo strat wizerunkowych przysparzanych mu przez narodowców. Jeżeli by się ministra pozbyto, wypchnie się z partii także jego zwolenników i wtedy koniec z władzą.
Sam zaś pan Antoni nie pozostawia wątpliwości, że nic go nie zatrzyma. W Kanadzie obwieścił przecież, że ostatnie rosyjskie manewry to wstęp do gorącej wojny z taką samą pewnością siebie, z jaką niegdyś zapewniał o sprzedaży Mistrali za dolara. Wszystko bez konsekwencji. Więcej, w rankingach nieufności od zawsze wygrywa z samym Prezesem, co musi dawać do myślenia szefowi PiS-u. Tam się przecież takie znaki ocenia odwrotnie. Poza tym za Antonim Macierewiczem ciągnie się wspaniała legenda opozycyjna, z ucieczką z internowania włącznie.
Pozycja pani premier wydaje się dzięki temu mocna. Wyzwanie rzucane prezydentowi formalnie nie dotyczy przecież Prezesa. Jeżeli już, to atakuje panią Szydło. Ona jednak w konkurencji na brak zaufania pozostaje daleko w tyle za obu szefami partii. Nie ma więc szans, aby zagroziła ich pozycji. Łatwo też można jej zarzucić winę za skutki emocji, miotającej obu panami, rządzącymi armią. Nie ma zatem powodu, aby ją usuwać. Ba, minister Zieliński (tak, ten od confetti) zdradził wczoraj, że cała ta restrukturyzacja rządu to science fiction (sic!).
W tej sytuacji dla wszystkich stron konfliktu lepsze jest jego powolne żarzenie się od nagłego rozgorzenia. Byłoby to nawet komiczne, gdyby nie dotyczyło naszego wojska. Ono jest tu przede wszystkim ofiarą walk frakcyjnych. Dopóki jednak sprawowanie władzy jest dobrem nadrzędnym, będziemy mieli, co mamy. Tyle tylko, że nasza rodzima ideologia będzie tym od innych różna, że w odróżnieniu od nich nie może sobie dać rady nie tylko z zewnętrznym, ale i z wewnętrznym przeciwnikiem.

Czyli mamy stan dla nas klasyczny. I całe szczęście, że zdążyliśmy przedtem do Unii i NATO.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza