Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 19 listopada 2017

Sieć

Globalizacja a nade wszystko Internet wytrąciły nas z zaścianka. Nasze małe ojczyzny rozrosły się niepomiernie i to w ciągu kilku zaledwie lat. Takie zdarzenia, jak migracje i terroryzm były znane od zawsze. W sześćdziesiątych i siedemdziesiątych latach ubiegłego zaznaczyły się szczególnie. Powstały tureckie i algierskie dzielnice miast na Zachodzie, zamordowano premiera Włoch, działały Czerwone Brygady, Czarny Wrzesień i co tam jeszcze. Przeżyliśmy kryzys paliwowy. Nade wszystko był komunizm, który podtrzymywał stan niepewności, szkolił terrorystów a z drugiej strony sprzedawał paliwa państwom dotkniętym arabskim ostracyzmem. I świat sobie dawał radę.  
Teraz nowym elementem jest Internet. To on poza wieloma korzystnymi efektami spowodował też coś w rodzaju interferencji czynników kryzysogennych i spotęgował zalew informacji o złych czasach, które rzekomo nastąpiły. W wyniku tego upowszechnił się strach i populizm od nowa zdobył popularność. Tym razem nastąpiło to przede wszystkim w państwach, gdzie mity przeważają nad rzeczywistością. Demagogia więc triumfuje od Ameryki, daremnie wyobrażającej sobie, że rządzi światem, poprzez Francję i Wielką Brytanię, opłakujące dawną wielkość, sięgając do Polski, opanowanej przekonaniem o swoim mistycznym statusie.
Tak jesteśmy skonstruowani, że w każdym z nas prawda wynikająca z przekonań może spokojnie egzystować obok realnego doświadczenia. Kiedy więc uwierzymy inżynierom dusz, że dybie na nas otoczenie, będziemy umierać ze strachu. I to pomimo braku najmniejszych dowodów, że nasza nieszczególna substancja może budzić jakieś zainteresowanie obcych. Więcej, pozostając w stanie dumy z pochodzenia będziemy drżeli o swoją tożsamość, dając tym samym dowód tego, że sami ją mamy za nic.
Populizm budzi protesty, zbiorowe i indywidualne. Znajdują one wyraz w ulicznych demonstracjach i indywidualnych aktach rozpaczy, jak samospalenia. Lekceważąca je reakcja nowych potęguje opozycyjne nastroje. Trudno się dziwić, że ksiądz Boniecki zareagował emocjonalnie, kiedy mówiąc o tragedii Piotra Szczęsnego stwierdził, że "to jest desperacki krok człowieka, który kocha Polskę, któremu nie było wszystko jedno. Jego krzyk zwraca uwagę, że ci, którzy dziś protestują, krytykują i zabierają głos, to nie są jacyś cyniczni gracze o władzę, ale ludzie, którym naprawdę, do cholery, zależy na ich kraju".
Tylko ktoś pozostający w autohipnozie może tym słowom przeczyć. Wbrew zapewnieniom “mesjanistów” nie jesteśmy jakimś specjalnym narodem. Nie jesteśmy lepsi od innych, także nie jesteśmy od nich gorsi. No i przede wszystkim nie mamy żadnych powodów do strachu. Jesteśmy normalni. Nie znajdujemy się również w kryzysie. Dlatego wzięcie nas za twarz, aby nas naprawiać nie tylko nie jest nam potrzebne, ale i narodowi szkodzi. Trudno więc dziwić się protestom.
Ale moda… światowa przecież.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.