Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 8 marca 2017

Gambicje

Podejmując jakiekolwiek działania w polityce ma się na celu korzyści. Własne, swojej formacji, czasem też kraju. To zupełnie oczywiste. Często też widać tam coś w rodzaju inwestycji. Podejmujący działania polityk niszczy część swego wizerunku, aby potem zyskać go więcej. Atakuje na przykład konkurentów pomówieniami. Niecnie oczerniając adwersarzy odwraca sympatię ich zwolenników, skłaniając do popierania siebie wraz z własnymi wadami, które się mogą okazać znośne w porównaniu z przywarami insynuowanymi przeciwnikom.
Wedle Jakuba Nocha z Natemat.pl bezsensowna zdawałoby się batalia o stanowisko Donalda Tuska dla Jacka Saryusz-Wolskiego kryje parę innych zdarzeń, które w PiS-ie najprawdopodobniej by uznano za bardziej szkodliwe dla wizerunku partii. Chodzi tu o przeszłość PiS-owskiego ambasadora w Niemczech, ewentualną wiedzę jego małżonki o tym, aferę w PKP w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży, zatrzymanie przez CBA eksperta smoleńskiego od wybuchów, o lex Szyszko wreszcie.
Rzecz nie jest bagatelna, nawet w odniesieniu do pierwszych dwóch wypadków, rozgrywających się tylko w sferze imponderabiliów, wyświechtanych przecież ciągłym nadużywaniem. Piotr Piętak w Salonie24 pisze wprost, że mianowanie na wysokie stanowiska ludzi ze skazami w życiorysie ma zapewnić ich całkowitą dyspozycyjność nawet, jak są przed preześnymi kaprysami  zabezpieczeni przepisami o nietykalności.
Rzecz w jakiś sposób podważa słowa Normana Daviesa, mówiącego Guardianowi, że “Kaczyński zachowuje się jak bolszewik i paranoik”. Podobnie jak uwagę Radosława Sikorskiego, że Polska przyjęła taktykę bachora, który w Europie wrzeszczy, aby zwrócić na siebie uwagę.
Mamy tu chyba dokładnie skalkulowaną intrygę, której celem jest zapewnienie sobie władzy dla samej radości jej posiadania. Rekordowa w tym roku zbiórka WOŚP swoiście dokumentuje jej skuteczność. Atakowanie więc konkurenta, Donalda Tuska na forum międzynarodowym miałoby na celu zapewnienie mu drugiej kadencji i utrzymanie go daleko od krajowej sceny politycznej.
Gdyby przecież w takim postępowaniu ryzykował tylko polityk, można by wyrazić uznanie dla jego zręczności. Kiedy jednak dla powodzenia swych intryg deprecjonuje wizerunek państwa, wznieca spór ze zdrowym rozsądkiem wewnątrz kraju, a na zewnątrz z Unią, Niemcami i Rosją oraz prowokacyjnie mieni się liderem mitycznego Międzymorza rzecz przestaje być godna podziwu.
Aliści wybraliśmy. Możemy się tylko cieszyć z nabywanych doświadczeń. O ile jesteśmy zdolni z nich skorzystać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.