Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 30 maja 2018

Cudnie

Minister zawierzył służbę zdrowia Matce Boskiej i może uważać, że teraz ma święty spokój. Zresztą wedle mediów i tak nie ma nic do gadania, to przynajmniej zrobił co mógł. Ale zwykły obywatel nie wychodzi najlepiej na poczynaniach ideologów.
Przekonała się o tym jakaś żarliwa stronniczka PiS. Na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej poznała posła tej partii, który by chciał mieć szóstkę dzieci, a jego małżonka twardo optowała za jednym.
Nieszczęsna pisofilka powiada, że dała się uwieść słodkim słówkom w rodzaju: “masz idealną budowę do rodzenia dzieci” i przechwałkom: “Znam ludzi od wojskowej roboty. Założę firmę, zwerbuję prywatne wojsko. Zrobię porządek w każdym mieście”. Uległa więc kobieta dzielnemu parlamentarzyście, ale niestety skończyło się jak zawsze, na gadaniu. Teraz więc chodzi po mediach i uskarża się na swój los a polityk ją chce do sądu za to zaskarżyć.
Chociaż wydaje się, że – nawet jak jest urojone – doświadczenie uczestniczki rocznic smoleńskich nie poszło na marne. Jej opowieść ujawniła może niebezpieczeństwo wprowadzenia radykalniejszego sposobu na poprawę lecznictwa w Polsce. Przecież wystarczyłoby, żeby ministrem zdrowia został ktoś z podobnymi do rzeczonego polityka koneksjami, który po zwerbowaniu własnej armii by zrobił porządek w medycynie.
Przepędzeni chorzy nie tworzą przecież kolejek. Ba, jak dowodzi literatura – chociażby “Przygody dobrego wojaka Szwejka” – po kilku seriach “padnij, powstań” znaczny procent pacjentów dostępuje zdrowia. Duży odsetek pozostałych uzdrawia lewatywa.
Całe więc szczęście, że beneficjantami restrukturyzacji rządu nie zostali jednak najbardziej radykalni… posiadacze nieodpartego uroku. Może też dobrze, że przynajmniej służbę zdrowia zawierzono niebu.
Chociaż, jeżeli wierzyć skarżącej się kobiecie, zwyczaje niektórych nawet najgorliwszych integrystów mogą sprowadzić kary za grzechy, a wtedy...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza